MIŁOŚĆ I MUZYKA

Życie wydaje się toczyć bez wysiłku, kiedy z miłością i muzyką idziemy wspólnie”…

Ewa i Jan Braunowie, czyli małżeństwo z pasją muzykowania !

Pan Jan opowiada chętnie, lekko i swobodnie, słowa płyną potoczyście, uśmiech gości na szczerej twarzy.    Jak zaczęła się przygoda z muzyką?                       

…Mama ładnie śpiewała. Nuciła przedwojenne szlagiery, piosenki z repertuaru Eugeniusza Bodo. Starszy brat chodził do WSS-u Zgoda w Zgierzu, tam była świetlica, w której Franciszek Gust prowadził zajęcia. Brat uczył się grać na akordeonie, tata woził instrument na rowerze 

i trwało to około czterech lat – opowiada pan Jan. Tym wyprawom towarzyszył 6-letni wówczas Jaś. Podczas próby siedział z tyłu i wystukiwał rytm, zainteresowany wszystkim, co dzieje się dookoła. Gdy pewnego razu, pod nieobecność perkusisty, pan Gust posadził Jasia przed „talerzami”, okazało się, że chłopiec ma smykałkę do pałeczek perkusyjnych. Potem chodził do szkoły muzycznej I stopnia, a w zespole świetlicowym grał do czasu ukończenia szkoły podstawowej. Jako uczeń Technikum Włókienniczego wstąpił do młodzieżowej orkiestry dętej, którą też prowadził pan Gust. Orkiestra dawała występy okolicznościowe na 1 Maja, 22 Lipca. W szkole działał także zespół estradowy. Pierwszym poważnym występem był koncert z okazji otwarcia „Ekonomika”  w Zgierzu. Patronowało nam harcerstwo, w 1968 r. wystąpiliśmy w Kolumnie podczas zlotu ZHP, na tej samej estradzie dawali koncert Trubadurzy – wspomina pan Jan.

W 1968 r. znalazłem się w Zespole Pieśni i Tańca „Boruta” w Zgierzu,                 z którym związałem się na trzy lata. W „Borucie” wszyscy musieli umieć śpiewać. Pamiętam świetną gawędziarkę Mariannę Szczepaniak i kolegów      z kapeli: Jan Paradowski, Bolek Lewandowski, Wacek Szczepaniak –   wszyscy z terenu gminy Zgierz oraz Zygmunt Kurpiński, Janek Jurek, Niedźwiedź ze Zgierza. Braliśmy udział w przeglądach zespołów działających pod patronatem zakładów przemysłu chemicznego m. in.  w Bydgoszczy. Zajmowaliśmy wysokie lokaty. Były też wojaże zagraniczne. Pamiętam wyjazd do Bułgarii. Dotrwałem w zespole do 1971 roku, gdy powołano mnie do wojska. Służyłem w Gdańsku w Kaszubskiej Brygadzie WOP i oczywiście, grałem w orkiestrze wojskowej. Towarzyszyliśmy muzycznie w 1971 r. uroczystości przywiezienia z Włoch prochów mjr Henryka Sucharskiego, dowódcy obrony Westerplatte. Orkiestra uświetniła w 1972 r. powitanie Daru Pomorza wracającego z Operacji Żagiel. Graliśmy na przysięgach wojskowych i podczas uroczystości wodowania statków. W czasie odbywania służby wojskowej poszedłem do szkoły muzycznej II stopnia. Grałem na puzonie, ale podstawowym instrumentem była perkusja, której jestem wierny do dzisiaj. Po powrocie z wojska grałem także kameralnie, w zgierskich i łódzkich restauracjach, po drodze był też kontrakt w Finlandii.                                                                                                                                                                                                                                                  

      Pani Ewa mówi:  …w moim domu rodzinnym często rozbrzmiewał śpiew. Okolicznościowe spotkania rodzinne były doskonałą okazją do biesiadowania z piosenką. Wzrastałam przysłuchując się mojej…

Dom państwa Braunów i dziś rozbrzmiewa muzyką i piosenką. Pani Ewa chętnie podśpiewuje przy sprzątaniu i nuci krzątając się w kuchni. O mężu wspomina, że swego czasu zdobył tytuł „najlepszego perkusisty w Zgierzu”. A pan Jan mówi: Zawsze wiedziałem, że żona ma ładny głos. Przebojem pani Ewy są niewątpliwie „Czarne oczy”. Któż ich nie słyszał?! W naszej lokalnej społeczności wykonanie Ewy Braun jest dobrze znane, cieszy ucho i wzrusza. Wykonawczyni lubi sentymentalną nutę, o miłości, o tęsknocie:     

„Czarne oczy, czarne oczy,                                                                                             To jest widok przeuroczy.                                                                                                                       Kiedy patrzą takie oczy,                                                                                                                                             to serduszko chce wyskoczyć!”                                                                                                                                                                                                                                                                                                                          Od około 10 lat śpiewa w zespole Szczawinianki.  Przed wielu laty podczas Wigilii w Szczawinie, gdy wspólnie śpiewaliśmy kolędy, dostałam propozycję wstąpienia do zespołu – wspomina pani Ewa. Przygoda muzyczna ze Szczawiniankami trwa do dzisiaj. Cenię repertuar ludowy, nasz, polski. Oto fragment ulubionej „Lipki” :  „Z tamtej strony jeziora stała lipka zielona,      a na tej lipie, na tej zieloniutkiej trzej ptaszkowie śpiewali… ”Podczas domowego muzykowania prym wiedzie Jan. Czasem jest „bitwa o mikrofon”, czyli kto ładniej zaśpiewa. Czy zwyciężą „Czarne oczy”, czy „coś” z Krawczyka? Wszak nie jest tajemnicą, że pan Jan to nie tylko świetny perkusista. Pamiętamy, jak na dożynkach popłynęła wiązanka piosenek z repertuaru niedawno zmarłego artysty: „Jeszcze sam się uczę siebie, żyję tak, jak umiem żyć, do utraty tchu (…)”. Ewa i Jan – oboje umieją żyć z muzyką, łączyć z estradą codzienność, pośpiech, zabieganie w pracy. Szczególnym rysem zaznacza się wieloletnia, jakże wartościowa, współpraca państwa Braunów z Gminnym Centrum Kultury, Sportu, Turystyki i Rekreacji w Dzierżąznej.  Zawsze można liczyć na obecność pani Ewy, na udział pana Jana w imprezach organizowanych przez Centrum Kultury i w uroczystościach gminnych. Służą swoimi umiejętnościami, reprezentują naszą małą ojczyznę w zespole lub indywidualnie. Trudno sobie wyobrazić okolicznościowe występy orkiestry dętej działającej przy Gminnym Centrum bez udziału pana Jana –  święta patriotyczne, rocznice historyczne podkreślane werblem pana Brauna. Jan mówi ze śmiechem – Radzę sobie w trudnych sytuacjach. Gdy podczas jednego z występów zawieruszyła się pałeczka, grałem wieszakiem! Podobno zabrzmiało dobrze. Sposób na tremę? Wziąć 16 głębokich oddechów.                                                                                                                   Jan jest zakochany w muzyce i w psach.  W domu – jak w studiu nagraniowym: mikrofony, wzmacniacze, głośniki, perkusja i … środkowoazjatyckie owczarki, duże, piękne. Tak, tak. Zwierzaki kochają Jana, a Jan kocha zwierzaki  – mówi żona.                                                                 Małżonkowie wspierają się wzajemnie, rejestrują swoje występy, robią zdjęcia. Na pamiątkę. Są dla siebie, ze sobą, z rodziną i …      z muzyką.           A gdy trzyletnia wnuczka Sara odwiedza dziadków, niemal od progu woła : Śpiewamy!   I ująwszy w drobne rączki duży mikrofon wyśpiewuje dziadkowi „Panie Janie, panie Janie…”. Znaczy – chwyciła muzycznego bakcyla. Uśmiech rozkwita na twarzy i łza się w oku szkli. Dumny dziadek mówi: Nie fałszuje, śpiewa czysto.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   I tak przez życie idą: Ewa, Jan i muzyka.                                                            Czy pan Jan zrealizuje swoje marzenie i zagra jazz?                                              Czy zaśpiewają kiedyś w duecie? Liczymy na to!